Sensacja wisiała w powietrzu

7 Sep 2014 |

W niezwykłej atmosferze rozpoczęli zmagania na parkietach Superligi Mężczyzn szczypiorniści Gaz-System Pogoni i Vive Tauronu. Takiej liczby fanów handballu w Grodzie Gryfa jeszcze nie było.

W niezwykłej atmosferze rozpoczęli zmagania na parkietach Superligi Mężczyzn szczypiorniści Gaz-System Pogoni i Vive Tauronu. Takiej liczby fanów handballu w Grodzie Gryfa jeszcze nie było.

Bez trzech swoich podstawowych zawodników przywitali nową szczecińską Arenę Szczecin mistrzowie Polski - Vive Tauron Kielce. Wśród wielkich nieobecnych znaleźli się: Denis Buntić (zawieszenie), Karol Bielecki oraz Piotr Grabarczyk. Pod znakiem zapytania stały również występy Tobiasa Reichmanna oraz Tomasza Rosińskiego. Jedynym nieobecnym z powodu urazu w ekipie Rafała Białego był bramkarz Lech Kryński.

Najpierw Krzysztof Lijewski, a kilka sekund później Wojciech Zydroń otworzyli wynik pierwszego spotkania w sezonie 2014/2015. Od początku zawodów bardzo drobiazgowi okazali się być panowie sędziowie z Płocka. O tyle, o ile kara dla Łukasza Gieraka była słuszna, to przewinienie Patryka Walczaka zasługiwało jedynie na żółty kartonik, tymczasem i on usiadł na ławce kar. Nic sobie z tego nie robili zawodnicy gospodarzy, którzy grali w tym fragmencie jak równy z równym. Co więcej, w 7. minucie po rzucie Bartosza Konitza tablica świetlna wskazała wynik 5:3. Vive postanowiło coś zmienić i ustawiło się w obronie systemem 5:1. Bardziej we znaki dał się graczom Pogoni jednak Sławomir Szmal.

W 18. minucie niesamowite trafienie dołożył "Zyga". Podanie od Krzysztofa Szczeciny starał się wyjściem z bramki przejąć "Kasa". Nie sięgnął jednak piłki, a palcami musnął ją skrzydłowy Gaz-System Pogoni. Zrobił to na tyle skutecznie, że ta wtoczyła się do siatki. Co ciekawe, drugi kwadrans prestiżowego meczu okazał się być równie zacięty, co na początku. Sporo pochwał zbierał w tym czasie... wychowanek Vive Tauronu Szczecina. Kielczan "ratowała", jeśli można tak powiedzieć, gra z kontry. Tutaj doświadczeni gracze Talanta Dujszebajewa okazywali się być niezwykle skuteczni, a ten element wykonywali kilkukrotnie. Właśnie jedną z takich kontr zdołał wykorzystać na minutę przed końcem Manuel Strlek. Do przerwy obie siódemki zeszły remisując po 15. Kapitalną wkrętką popisał się "Zarek". Przy rzucie był faulowany przez Chorwata, co oznaczało dla niego indywidualne upomnienie. Bardzo usatysfakcjonowani z gry swoich ulubieńców mogli być szczecińscy kibice.
Kibice w Szczecinie raz po raz oklaskiwali obie siódemki

Po zmianie stron gospodarzom nie udało się wykorzystać przewagi jednego zawodnika. Najpierw szesnaste trafienie dołożył Tomasz Rosiński, a w kolejnej akcji popisał się Krzysztof Lijewski. Pewną niemoc strzelecką przełamał dopiero Michal Bruna. Co ciekawe, dość szybko wyrównał "Oranje" i sytuacja powróciła do tej z pierwszej części spotkania. Faworyt ciągle zawodził, a tymczasem miejscowi rozgrywali mecz życia. W 40. minucie swoją szóstą bramkę dołożył Czech Bruna i było 21:20. Ten wynik można było uznać za ogromną niespodziankę. Nic dziwnego, że na hali zrobiło się niesamowicie głośno, a to jeszcze bardziej niosło Gazowników.

Ostatni kwadrans zawodów zapowiadał niesamowite emocje, a wszystko dzięki skazywanym na pożarcie szczecinianom. Pytaniem bez odpowiedzi pozostawało na ten czas jedynie to, czy ekipa Białego zdoła ten mecz wytrzymać kondycyjnie. Krótsza ławka mogła mieć w takim przypadku ogromne znaczenie. Nie umniejsza to jednak temu, że takiego "oporu" ze strony przeciwnika nie spodziewali się zastać żółto-niebiescy. Trener Tomasz Strząbała ciągle jednak zachowywał spokój. Na dwanaście minut przed końcem tablica wyników pokazywała remis po 25. Wszyscy zgromadzeni w Arenie Szczecin przecierali wręcz oczy ze zdumienia. W 51. minucie parkiet musiał opuścić bardzo zmęczony Zydroń, a w jego miejsce zadebiutował najmłodszy w Superlidze Dawid Krysiak.

W końcowych minutach z bardzo dobrej strony pokazał się Michał Jurecki. Jego dwa trafienia w krótkim czasie pozwoliły zbudować gościom przewagę (27:29). W dodatku za trzecią karę czerwoną kartką ukarany został Zaremba (55. min.). Korzystny rezultat zaczął Pogoni uciekać. Jak jednak mówi znane porzekadło, nadzieja umiera ostatnia i z tego założenia zdawali się wychodzić szczecinianie. W 57. minucie, przy stanie 29:31, o czas poprosił trener Biały, a za chwilę z rzutu karnego kontaktowego gola dołożył Zyga. Przez ostatnie dwie minuty cała hala wstała z miejsc. Strata piłki sprawiła, że goście dopięli swego i zwyciężyli Gaz-System Pogoń 33:30. Katem okazał się być Jurecki.

Gaz-System Pogoń Szczecin - Vive Tauron Kielce 30:33 (15:15)

Gaz-System Pogoń: Szczecina, Kowalski - Bruna 9, Walczak 3, Gierak, Krupa, Krysiak, Jedziniak, Konitz 7, Zaremba 4, Zydroń 7/3.
Karne: 3/3
Kary: 12 min.

Vive Tauron: Szmal, Sego - Jurecki 4, Tkaczyk 3, Reichmann 1, Chrapkowski 1, Aguinagalde 7/5, Jachlewski, Strlek 4, Lijewski 4, Musa, Zorman 1, Rosiński 2, Cupić 6/3.
Karne: 8/8
Kary: 8 min.

Kary: Gaz-System Pogoń - 12 min. (Gierak - 2 min., Walczak - 4 min., Zaremba - 6 min.); Vive Tauron - 8 min. (Strlek, Jachlewski - po 2 min., Musa - 4 min.)
Czerwona kartka: Mateusz Zaremba (55. min. z gradacji kar)

 

www.sportowefakty.pl Krzysztof Kempski