Pogoń wróciła na zwycięski tor

25 Oct 2015 |

Mecz Pogoni ze Śląskiem był przełomowy dla tych pierwszych od sześciu spotkań. Zespół Rafała Białego pokazał, że stać go na więcej, niż było to widać w ostatnim czasie. Zrobili tak, jak obiecali, gromiąc rywali 35:25.

Mecz Pogoni ze Śląskiem był przełomowy dla tych pierwszych od sześciu spotkań. Zespół Rafała Białego pokazał, że stać go na więcej, niż było to widać w ostatnim czasie. Zrobili tak, jak obiecali, gromiąc rywali 35:25.

Podopieczni Rafała Białego spotkaniem ze Śląskiem Wrocław zamierzali przełamać ostatnią czarną serię. Do tej pory mecze przeciwko ekipie z Dolnego Śląska zawsze rozstrzygane były na korzyść szczecinian. Tym razem miało być podobnie. Gospodarzy mobilizować mogła dodatkowo osoba szkoleniowca wrocławian Piotra Przybeckiego, który swego czasu zasiadał na ławce Pogoni.

Zawody rozpoczęły się od trzech szybkich... goli drużyny z Grodu Gryfa i dwóch szybkich odpowiedzi zespołu ze Śląska (5. min. 3:2). Jednak bramkarz Pogoni stanął na wysokości zadania i zaczął dzielnie bronić swojej twierdzy. Niestety, gdy posypały się kary dla szczecinian, ci stracili nieco rezon. Po kilku minutach słabszej gry Pogoni, los się wreszcie uśmiechnął i gospodarze zdołali odrobić straty, a nawet zbudować trzybramkową przewagę (15. min. 9:6).

Na początku drugiego kwadransa Pogoń przejmowała większość kontr, które kończyły się celnym rzutem na bramkę rywala. Dopomógł również Tatar w bramce odbijając większość trafień drużyny ze Śląska. Niewiele dobrych słów można było powiedzieć w tym momencie o grze gości. Bardzo długo musieli czekać na swojego kolejnego gola, bo aż 9 minut (21. min. 13:7). Do końca pierwszej połowy niewiele zmieniło się zarówno w grze gospodarzy jak i gości. Do szatni obie drużyny zeszły z wynikiem 17:11.

Po zmianie stron świetne wejście zaliczył Bruna dwa razy pod rząd rzucając gole w ciągu jednej minuty. Jak natchniony grał również Walczak na kole. Goście próbowali zwiększyć ilość punktów na swoim koncie, jednak skuteczność ich zawodziła. Dlatego szybko o czas dla drużyny wziął trener Przybecki. Po chwili gra tylko nieco się poprawiła w zespole ze Śląska. W 40. minucie Prus po raz pierwszy broni rzut karny, wykonywany przez nieomylnego, jak dotąd, Kniazieu.

W 41. minucie nieszczęśliwie dla Pogoni urazu nabawił się Jedziniak, który musiał opuścić plac gry. Bramka gospodarzy okazała się być w dalszym ciągu zaczarowana dla zespołu ze Śląska, nawet wtedy, gdy Tatara zmienił Morawski. Od 47. minuty trener Biały pozwolił także wejść na parkiet swoim młodszym podopiecznym. Do końca meczu Pogoń nie dała już sobie wydrzeć zwycięstwa pomimo tego, że goście próbowali dotrzymać tempa gospodarzom. Ostatecznie tablica wyświetliła wynik 35:25 pokazując tym samym siłę zawodników z Grodu Gryfa.

www.sportowefakty.pl Krzysztof Kempski